Blog > Komentarze do wpisu
Koguty w końcówce rozdziobały Wilki

Ponad 300, niezwykle długich minut czekali kibice Tottenhamu na ligowego gola ich ulubieńców na własnym stadionie. Złą passę udało się na szczęście przełamać. "Koguty" przegrywały co prawda do przerwy jedną bramką, jednak w ostatnich 15 minutach udało im się doprowadzić do wyrównania, by już w samej końcówce, za sprawą Romana Pawluczenki i Alana Huttona, zapewnić sobie pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie, odniesione na White Hart Lane!

Harry Redknapp, jak to ma w swoim zwyczaju, postanowił nieco pomieszać w linii obrony swojej drużyny. Będącego ostatnio kompletnie bez formy Vedrana Corlukę, zastąpił William Gallas. Niby jedna zmiana, jednak roszad w defensywie było więcej. Na prawą stronę powędrował Younes Kaboul, a starszy z naszych francuskich obrońców, razem z Ledley Kingiem tworzyć miał parę stoperów. Manager Tottenhamu podjął również decyzję, by słaby od dłuższego okresu Aaron Lennon nie pojawił się na murawie od pierwszego gwizdka sędziego. Miejsce naszego skrzydłowego zajął Irlandczyk Robbie Keane, co było przyczynkiem do powrotu do systemu 4-4-2. 

Tottenham atakował od pierwszych minut meczu, jednak znakomicie dysponowany Marcus Hahnemann z każdego starcia wychodził obronną ręką. Ani Van der Vaartowi, ani Crouchowi, ani Keane'owi ani tym bardziej Garethowi Bale'owi, nie udało się pokonać bramkarza rodem ze Stanów Zjednoczonych. W wielu przypadkach pomagaliśmy mu w interwencjach; uderzając zbyt słabo, lub niesamowicie niecelnie, by móc chociaż pokusić się o wpakowanie futbolówki do siatki. Jednym słowem - męczyliśmy się niemiłosiernie. 

Jak mówi jedno z wielu piłkarskich powiedzeń, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak też niestety stało się w dzisiejszym meczu. Wolverhampton wyprowadziło z pozoru niegroźną kontr, którą po błędzie naszej defensywy, na bramkę zamienił Fletcher. Był to typowe trafienie do szatni. Trafienie, jakie paść zwyczajnie nie miało prawa. 

Na szczęście stracony w ostatnich minutach pierwszej połowy gol, nie załamał piłkarzy Spurs, którzy w drugiej części gry z równą zawziętością atakowali bramkę gości, jednak dopiero w 77 minucie udało nam się wyrównać. Bardzo dobrą akcję prawą stroną przeprowadził, wprowadzony jeszcze przed przerwą za kontuzjowanego Kaboula, Alan Hutton. Szkot wpadł w pole karne, gdzie został sfaulowany przez Chrisa Warda, a sędziujący to spotkanie Mike Jones, nie miał żadnych wątpliwości i wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Rafael Van der Vaart, a Tottenham wrócił do gry. 

W ostatnich dziesięciu minutach gospodarze zamknęli "Wilki" na ich połowie boiska, co zostało przez los nagrodzone. Najpierw Roman Pawluczenko skierował piłkę do siatki, dobijając uderzenie Toma Huddlestone'a, a potem, już w doliczonym czasie gry, Hutton, wykorzystując niezdecydowanie obrony i bramkarza Wolves, przy użyciu sporej ilości szczęścia, zdobył trzeciego gola dla Spurs, ustalając tym samym winik spotkania. 

Gdyby "Koguty" dzisiejszy mecz przegrały, jego ogólna ocena wyglądałaby z pewnością kompletnie inaczej. Bo nie może być tak, że grająca w Lidze Mistrzów drużyna męczy się niemiłosiernie na własnym boisku z angielskim przeciętniakiem. Na szczęście udało nam się odwrócić wynik, dzięki czemu z niecierpliwością, oraz wielką wiarą w sercach, przyjdzie nam teraz czekać na derbowe spotkanie przeciwko Arsenalowi, które już w ten wtorek.

sobota, 18 września 2010, raq666

Paweł Raczek - dziennikarz amator, pisarz entuzjasta. Od 2004 roku związany emocjonalnie z Tottenhamem Hotspur, któremu to klubowi oddał serce, nerki, płuca, wątrobę i wszystkie inne narządy, które oddać można. Student socjologii na Uniwersytecie Medycznym, a także redaktor na stronach: spursmania.org, duzeka.pl i nicesport.pl. Od kilku miesięcy, z przerwą, prowadzi swój blog piłkarski, na którym to wylewa sportową żółć, krytykując to, co tylko skrytykować się da. Przecież szalenie niesprawiedliwa jest ta nasza piłka...
Skopiuj CSS