|
Blog > Komentarze do wpisu
Kto powinien zagrać w Bremie, czyli dlaczego nigdy nie zrozumiem Harry
Będę z wami najzupełniej szczery - nigdy specjalnym entuzjastą Harry'ego Redknappa nie byłem. Nie skakałem z radości, gdy dołączał do naszej ekipy, gdy ta znajdowała się na dnie Premier League i przesadnie nie wychwalałem, gdy razem z nim wtargnęliśmy przebojem do czołowej czwórki ligi w zeszłym sezonie. Można w zasadzie powiedzieć, że z trenera obojętnego stał się dla mnie managerem, którego toleruję. Ale nigdy nie zostanę jego zagorzałym kibicem.
Redknapp ma swoje spojrzenie na świat, swój ogląd piłki, który w wielu aspektach nie zgadza się z moim pojmowaniem futbolowej rzeczywistości i są to tak wielkie różnice, że wypadkowe naszych myśli nie mają szans, by kiedykolwiek się przeciąć. Anglik zazwyczaj stawia na piłkarzy, którzy od dawien dawna znajdują się w jego notesie. Pewnie do dziś można znaleźć w nim nazwiska Gascogine, Hoddle, Shearer, Lineker czy Shilton, a Redknapp w głębi ducha przeklina, że piłkarze ci odważyli się zestarzeć.
Recepta, by trafić do kadry Redknappa jest prosta - musisz mu się spodobać. A jeśli już trafisz w jego gusta (bóg jeden wie czemu), to z obiegu jego taktycznych myśli szybko nie wypadniesz. Tak jest w przypadku kilku piłkarzy, którzy dawno temu powinni się z Tottenhamem w moim przekonaniu pożegnać, a którzy nadal odbierają pobory przy White Hart Lane. Keane, Jenas czy Hutton to dopiero wierzchołek góry lodowej, która powinna już dawno wyparować. A ona jednak mimo wszystko niewzruszenie trwa.
Wszyscy ci zawodnicy w każdym kolejnym meczu udowadniają, że nie radzą sobie teraz z ciężarem przywiedziewania koszulki z "kogutem" na piersi. Każdy powinien z Tottenhamem się pożegnać. Tak długo jednak jak Redknapp na Lane rozsiewa swoje pomysły, tak wymienieni przeze mnie gracze z Hotspur się nie pożegnają.
Redknapp stwierdził dzisiaj, że z pewnością w Bremie nie ujrzymy Tottenhamu grającego ustawieniem 4-4-2. Może to i lepiej, bo patrząc trzeźwo na rzeczywistość, to dwóch dobrych napastników w naszej kadrze nie uświadczymy. Pawluczenko nie jest w formie od czasu, gdy zachciało mu się udowodnić Redknappowi, że jednak warto na niego stawiać. Jermain Defoe jest kontuzjowany, Keane w moim przekonaniu ledwo łapie się na ławke, więc zostajemy z ręką w klozecie i wieżowcem Crouchem na szpicy. Jaki klub, taki Torres.
Gdyby ktoś pozwolił mi zastąpić na moment Redknappa i wybrać jedenastu ludzi, którzy powinni zaprezentować swoje umiejętności w pierwszym meczu Tottenhamu w fazie grupowej, skład "Kogutów" wyglądałby mniej więcej tak:
Carlo Cudicini - Younes Kaboul, Ledley King, Sebastien Bassong, Gareth Bale - Tom Huddlestone, Sandro, Niko Kranjcar - Rafael Van der Vaart - Peter Crouch
Znając jednak rozbieżność naszych myśli, skład Redknappa będzie wyglądał kompletnie inaczej. I znając moje szczęście wyjdzie tak, że to stary Angol będzie miał rację...
Będę z wami najzupełniej szczery - nigdy specjalnym entuzjastą Harry'ego Redknappa nie byłem. Nie skakałem z radości, gdy dołączał do naszej ekipy, w czasie znajdowania się na dnie Premier League i przesadnie nie wychwalałem, gdy razem z nim wtargnęliśmy przebojem do czołowej czwórki ligi w zeszłym sezonie. Można w zasadzie powiedzieć, że z trenera obojętnego stał się dla mnie managerem, którego toleruję. Ale nigdy nie zostanę jego zagorzałym kibicem. Redknapp ma swoje spojrzenie na świat, swój ogląd piłki, który w wielu aspektach nie zgadza się z moim pojmowaniem futbolowej rzeczywistości i są to tak wielkie różnice, że wypadkowe naszych myśli nie mają szans, by kiedykolwiek się przeciąć. Anglik zazwyczaj stawia na piłkarzy, którzy od dawien dawna znajdują się w jego notesie. Pewnie do dziś można znaleźć w nim nazwiska Gascogine, Hoddle, Shearer, Lineker czy Shilton, a Redknapp w głębi ducha przeklina, że piłkarze ci odważyli się zestarzeć. Recepta, by trafić do kadry Redknappa jest prosta - musisz mu się spodobać. A jeśli już trafisz w jego gusta (bóg jeden wie czemu), to z obiegu jego taktycznych myśli szybko nie wypadniesz. Tak jest w przypadku kilku piłkarzy, którzy dawno temu powinni się z Tottenhamem w moim przekonaniu pożegnać, a którzy nadal odbierają pobory przy White Hart Lane. Keane, Jenas czy Hutton to dopiero wierzchołek góry lodowej, która powinna już dawno wyparować. A ona jednak mimo wszystko niewzruszenie trwa. Wszyscy ci zawodnicy w każdym kolejnym meczu udowadniają, że nie radzą sobie teraz z ciężarem przywiedziewania koszulki z "kogutem" na piersi. Każdy powinien z Tottenhamem się pożegnać. Tak długo jednak jak Redknapp na Lane rozsiewa swoje pomysły, tak wymienieni przeze mnie gracze z Hotspur się nie pożegnają. Redknapp stwierdził dzisiaj, że z pewnością w Bremie nie ujrzymy Tottenhamu grającego ustawieniem 4-4-2. Może to i lepiej, bo patrząc trzeźwo na rzeczywistość, to dwóch dobrych napastników w naszej kadrze nie uświadczymy. Pawluczenko nie jest w formie od czasu, gdy zachciało mu się udowodnić Redknappowi, że jednak warto na niego stawiać. Jermain Defoe jest kontuzjowany, Keane w moim przekonaniu ledwo łapie się na ławke, więc zostajemy z ręką w klozecie i wieżowcem Crouchem na szpicy. Jaki klub, taki Torres. Gdyby ktoś pozwolił mi zastąpić na moment Redknappa i wybrać jedenastu ludzi, którzy powinni zaprezentować swoje umiejętności w pierwszym meczu Tottenhamu w fazie grupowej, skład "Kogutów" wyglądałby mniej więcej tak: Carlo Cudicini - Younes Kaboul, Ledley King, Sebastien Bassong, Gareth Bale - Aaron Lennon, Tom Huddlestone, Sandro, Wilson Palacios - Rafael Van der Vaart - Peter Crouch Znając jednak rozbieżność naszych myśli, skład Redknappa będzie wyglądał kompletnie inaczej. I znając moje szczęście wyjdzie tak, że to stary Angol będzie miał rację...
poniedziałek, 13 września 2010, raq666
|
Paweł Raczek - dziennikarz amator, pisarz entuzjasta. Od 2004 roku związany emocjonalnie z Tottenhamem Hotspur, któremu to klubowi oddał serce, nerki, płuca, wątrobę i wszystkie inne narządy, które oddać można. Student socjologii na Uniwersytecie Medycznym, a także redaktor na stronach: spursmania.org, duzeka.pl i nicesport.pl. Od kilku miesięcy, z przerwą, prowadzi swój blog piłkarski, na którym to wylewa sportową żółć, krytykując to, co tylko skrytykować się da. Przecież szalenie niesprawiedliwa jest ta nasza piłka... |