czwartek, 24 lutego 2011
Nowy adres
Gdyby ktoś tu jeszcze zaglądał i kogokolwiek interesowała ta wiadomość, myśli z footballmouth kontynuowane są przeze mnie na nowym blogu: www.zzaliniibocznej.blox.pl Serdecznie zapraszam do odwiedzin i dzielenia się swoimi przemyśleniami na tematy ogólnopiłkarskie. Mam nadzieję, że każdy z Was znajdzie tam coś dla siebie. Futbol to przecież temat rzeka, w której od czasu do czasu uda mi się pływać. Pozdrawiam, Paweł ;)
środa, 22 września 2010
Kompromitacja na White Hart Lane. Tottenham przegrywa z Arsenalem
Można zrzucać winę na sędziego, popełniającego dziś zdecydowanie zbyt wiele błędów. Można też winić Redknappa za złe ustawienie Tottenhamu, szczególnie w pierwszej połowie. Gorycz porażki będzie też łatwiej przełknąć, gdy winą obarczymy zawodników, których ewidentnie zjadły nerwy. I powody dzisiejszej porażki można tak mnożyć w nieskończoność. Można, ale po co? Przegraliśmy dziś z Ar*enalem. Przegraliśmy zdecydowanie za wysoko. Przegraliśmy, bo nie udało nam się zaprezentować praktycznie niczego ciekawego. Goście, niestety, zasłużyli za zwycięstwo. Bo byli po prostu lepsi.
niedziela, 19 września 2010
Czyli wywiad ze mną
Dzisiaj postanowiłem sprawdzić się w roli odpowiadającego na zadane pytania. To jak mi poszło obejrzycie klikając w TEN LINK. Mam nadzieję, że udało mi się sprostać wyzwaniu i wytłumaczyć kibicom Arsenalu czemu zbliżające się derby przegrają. Muszę się szczerze przyznać, że bycie adresatem wywiadu niezwykle przypadło mi do gustu. Ktoś ma jeszcze jakieś pytania? Z chęcią odpowiem ;)
sobota, 18 września 2010
Koguty w końcówce rozdziobały Wilki
Ponad 300, niezwykle długich minut czekali kibice Tottenhamu na ligowego gola ich ulubieńców na własnym stadionie. Złą passę udało się na szczęście przełamać. "Koguty" przegrywały co prawda do przerwy jedną bramką, jednak w ostatnich 15 minutach udało im się doprowadzić do wyrównania, by już w samej końcówce, za sprawą Romana Pawluczenki i Alana Huttona, zapewnić sobie pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie, odniesione na White Hart Lane!
czwartek, 16 września 2010
Gdzie jest generał?
Jeszcze nie tak dawno większość kibiców Tottenhamu nie wyobrażało sobie bez niego składu. Dziś z niedowierzaniem przecierając oczy, zastanawiając się czy ktoś go nam nie podmienił. Wilson Palacios, bo o nim mowa, od kilku miesięcy, jest cieniem zawodnika, jakiego widzieliśmy na początku jego kariery na White Hart Lane. Należy więc zadać sobie pytanie, co stało się z Honduraninem, że z piłkarza podstawowej jedenastki, stał się rezerwowym ostatniego szeregu?
21 stycznia 2009 roku, Tottenham Hotspur ogłosił, że za sumę 12 milionów funtów sprowadził na White Hart Lane piłkarza Wigan Athletic, Wilsona Palaciosa. Fani "Kogutów", w swojej ogromnej większości, chwytali się wtedy za głowy, zastanawiając jakim cudem piłkarz Wigan może nas aż tyle kosztować. Szybko jednak zrozumieliśmy, że Redknapp dokonał dobrego wyboru. Palacios z miejsca stał się pełnoprawnym członkiem pierwszej jedenastki Spurs, swoją agresją w grze zapewniając Tottenhamowi przewagę w środku pola.
Palacios był wtedy nie do przejścia. Nie bał się ostrzej powalczyć o futbolówkę, często na granicy faulu zabezpieczając defensywę Tottenhamu. Grał jak na defensywnego pomocnika przystało. Łapał dużo żółtych kartek, ale nigdy nie skończyło się na czerwonej. Faulował, ale nigdy brutalnie. Do dziś mam w pamięci jego atak na piłkę w meczu przeciwko Manchesterowi United. Wilson był blisko złamania nogi grającemu jeszcze wtedy w barwach "Czerwonych Diabłów", Cristiano Ronaldo. Nie skończyło się jednak ani na przewinieniu, ani na kartce dla Palaciosa. Portugalczyk natomiast swój rajd na Honduraninie skończył.
Od dłuższego okresu jednak, Palacios zupełnie nie przypomina tego piłkarza. Jeszcze nie tak dawno był dla Tottenhamu zawodnikiem niemalże najważniejszym. Teraz zastępuje go Jermaine Jenas, co już samo w sobie powinno być wyznacznikiem formy Wilsona.
Można oczywiście twierdzić, że Palacios przestał być znanym nam Palaciosem po tym, jak dotarła do niego tragicza wiadomość o śmierci jego brata, jednak miało to miejsce ponad rok temu, więc kiepska to dla Palaciosa wymówka. Na chwilę obecną wypada nam liczyć na szybką aklimatyzację Sandro. Inaczej brak defensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia, może się nam odbić bolesną czkawką.
Prawdy chyba nigdy na ten temat nie poznamy. Nikt z nas nie dojdzie do tego, czemu Palacios z zawodnika walczącego stał się kolejnym wyrobnikiem. Pozostaje nam mieć nadzieję, że Honduranin jeszcze się otrząśnie. Podniesie z kolan i pokaże swoje ogromne serce do gry. Przecież musi je jeszcze mieć...
Jeszcze nie tak dawno większość kibiców Tottenhamu nie wyobrażało sobie bez niego składu. Dziś z niedowierzaniem przecierają oczy, zastanawiając się czy ktoś go nam nie podmienił. Wilson Palacios, bo o nim mowa, od kilku miesięcy, jest cieniem zawodnika, jakiego widzieliśmy na początku jego kariery na White Hart Lane. Należy więc zadać sobie pytanie, co stało się z Honduraninem, że z piłkarza podstawowej jedenastki, stał się rezerwowym ostatniego szeregu? 21 stycznia 2009 roku, Tottenham Hotspur ogłosił, że za sumę około 12 milionów funtów sprowadził na White Hart Lane piłkarza Wigan Athletic, Wilsona Palaciosa. Fani "Kogutów", w swojej ogromnej większości, chwytali się wtedy za głowy, zastanawiając jakim cudem piłkarz Wigan może nas aż tyle kosztować. Zdaniem wielu nasz manager przesadził. Wydał ogromną sumę na zawodnika niesprawdzonego, bez nazwiska i przeszłości na odpowiednim poziomie. Szybko jednak zrozumieliśmy, że Redknapp dokonał dobrego wyboru. Palacios z miejsca stał się pełnoprawnym członkiem pierwszej jedenastki Spurs, swoją agresją w grze zapewniając Tottenhamowi przewagę w środku pola. Palacios był wtedy nie do przejścia. Nie bał się ostrzej powalczyć o futbolówkę, często na granicy faulu zabezpieczając defensywę Tottenhamu. Grał jak na defensywnego pomocnika przystało. Łapał dużo żółtych kartek, ale tylko raz skończyło się na czerwonej. Faulował, ale nigdy brutalnie. Do dziś mam w pamięci jego atak na piłkę w meczu przeciwko Manchesterowi United. Wilson był blisko złamania nogi grającemu jeszcze wtedy w barwach "Czerwonych Diabłów", Cristiano Ronaldo. Nie skończyło się jednak ani na przewinieniu, ani na kartce dla Palaciosa. Portugalczyk natomiast swój rajd na Honduraninie skończył. Od dłuższego okresu jednak, Palacios zupełnie nie przypomina tego piłkarza. Jeszcze nie tak dawno był dla Tottenhamu zawodnikiem niemalże najważniejszym. Teraz zastępuje go Jermaine Jenas, co już samo w sobie powinno być wyznacznikiem formy Wilsona. Co się z nim stało? Gdzie podział się nasz "generał"? Prawdy chyba nigdy na ten temat nie poznamy. Nikt z nas nie dojdzie do tego, czemu Palacios z zawodnika walczącego stał się kolejnym wyrobnikiem. Pozostaje nam mieć nadzieję, że Honduranin jeszcze się otrząśnie. Podniesie z kolan i pokaże swoje ogromne serce do gry. Przecież musi je jeszcze mieć...
|
Ostatnie wpisy
Paweł Raczek - dziennikarz amator, pisarz entuzjasta. Od 2004 roku związany emocjonalnie z Tottenhamem Hotspur, któremu to klubowi oddał serce, nerki, płuca, wątrobę i wszystkie inne narządy, które oddać można. Student socjologii na Uniwersytecie Medycznym, a także redaktor na stronach: spursmania.org, duzeka.pl i nicesport.pl. Od kilku miesięcy, z przerwą, prowadzi swój blog piłkarski, na którym to wylewa sportową żółć, krytykując to, co tylko skrytykować się da. Przecież szalenie niesprawiedliwa jest ta nasza piłka... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||