Wpisy z tagiem: Premier League
sobota, 18 września 2010
Koguty w końcówce rozdziobały Wilki
Ponad 300, niezwykle długich minut czekali kibice Tottenhamu na ligowego gola ich ulubieńców na własnym stadionie. Złą passę udało się na szczęście przełamać. "Koguty" przegrywały co prawda do przerwy jedną bramką, jednak w ostatnich 15 minutach udało im się doprowadzić do wyrównania, by już w samej końcówce, za sprawą Romana Pawluczenki i Alana Huttona, zapewnić sobie pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie, odniesione na White Hart Lane!
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Jedenastka III kolejki Premier League
Jedenastka III kolejki Premier League
Trzecia runda spotkań na angielskich boiskach przyniosła kilka niespodziewanych rezultatów. W bardzo dużej mierze przyczyniło się do tego tych jedenastu piłkarzy, których wybraliśmy do "jedenastki kolejki".
Bramkarz: Brad Friedel (Aston Villa)
To co amerykański weteran wyczyniał w bramce Aston Villi w spotkaniu przeciwko Evertonowi, przechodzi w znacznej mierze ludzkie pojęcie. Dzięki jego dyspozycji Aston Villi do ostatniego gwizdka sędziego udało się obronić jednobramkową zaliczkę z 9. minuty spotkania i zainkasować przy tym trzy punkty.
Prawy obrońca: Luke Young (Aston Villa)
Amerykański bramkarz zwycięstwo wybronił, natomiast angielski obrońca trzy oczka zapewnił. To właśnie bramka doświadczonego defensora "The Villans" sprawiła, że mecz Aston Villa - Everton zakończył się zwycięstwem gospodarzy. Young jednak równie dobrze radził sobie w defensywie, nie pozwalając rozwinąć skrzydeł młodemu Marcowi Albrightonowi.
Środkowy obrońca: Nemanja Vidić (Manchester United)
Bardzo dobre spotkanie Serba w ten weekend. Pewny w defensywie, chętnie wybierał się w pole karne West Hamu przy okazji stałych fragmentów gry. W trakcie całego meczu nie popełnił ani jednego rażącego błędu, koordynując linię defensywną Manchesteru United oraz poczynania jego młodszego kolegi, z którym tworzył parę stoperów - Jonathana Evansa.
Środkowy obrońca: John Terry (Chelsea Londyn)
Obrońca reprezentacji Anglii zaliczył bardzo dobry mecz przeciwko Stoke City. Na swoim koncie zapisał asystę przy golu Florenta Maloudy. Jego dobra postawa znalazła odzwierciedlenie w grze całej drużyny Chelsea, która pewnie pokonała ekipę "The Potters" 2:0.
Lewy obrońca: Daniel Agger (FC Liverpool)
Dla Duńczyka był to pierwszy tak ważny mecz w roli lewego obrońcy i trzeba przyznać, że z zadania nałożonego na niego przez managera Roya Hodgsona wywiązał się znakomicie. Agger był nasamowicie pewny w swoich interwencjach, niemal bezbłędny, choć gwoli ścisłości trzeba przyznać, że pomocnicy West Bromwich Albion nie stanowili dla niego większego wyzwania. Mimo to - debiut na pozycji lewego obrońcy Agger miał naprawdę lepiej niż dobry.
Prawy pomocnik: Ashley Young (Aston Villa)
Young był prawdziwym motorem napędowym swojej drużyny. Większość akcji Aston Villi w niedzielnym spotkaniu rozpoczynała się od tego zawodnika. Kilka razy groźne urwał się obrońcom Evertonu, jednak nie udało mu się pokonać bramkarza "The Toffies". Za swoją postawę w trakcie pełnych 90 minut zasłużył jednak na ten wybór.
Środkowy pomocnik: Dickson Etuhu (Fulham)
Gol Dicksona Etuhu zapewnił Fulham bardzo ważny punkt na trudnym terenie w Blackpool. Etuhu oprócz tego był bardzo aktywnym zawodnikiem swojej ekipy. Kilka razy groźnie strzelał na bramkę Gilksa, nieźle rozprowadzał piłkę do swoich kolegów, a co najważniejsze - w 86 minucie strzelił wyrównującą bramkę.
Środkowy pomocnik: Mikael Essien (Chelsea)
Do dobrych występów piłkarza z Ghany, kibice "The Blues" są już raczej przyzwyczajeni. Nie inaczej było i tym razem. Essien rozegrał znakomite zawody, w dużej mierze przyczyniając się do zwycięstwa swojej ekipy. W 84 minucie Essien został zmieniony przez najnowszy nabytek londyńczyków, brazylijczyka Ramiresa.
Lewy pomocnik: Nani (Manchester United)
Nani z całą pewnością był najbardziej wyróżniającą się postacią meczu Manchester United - west Ham United, a może nawet i całej kolejki. Portugalczyk błyszczał na tle niemrawych zawodników "The Hammers", którzy nie potrafili odebrać mu piłki. Dryblingi Naniego często kończyły się niezwykle groźnymi dośrodkowaniami w pole karne, a jedno z nich, w 69 minucie, skończyło się bramką Dimityra Berbatowa. Sam Nani natomiast, na listę strzelców wpisał się w 49 minucie.
Napastnik: Mame Biram Diouf (Blackburn Rovers)
Pomimo, że Blackburn swoje spotkanie przeciwko Arsenalowi na własnym stadionie przegrało, to Mame Biram Diouf zaliczał się do wyróżniających zawodników w tym meczu. Wypożyczony z Manchesteru United Diouf jest piłkarzem, którego Blackburn brakowało od czasu odejścia Roque Santa Cruza do Manchesteru City. "Czerwone Diabły" natomiast mogą być niezwykle zadowoleni ze swojego nabytku. Nie dość, że Senegalczyk nabiera ogłady na angielskich boiskach, to już teraz udowadnia jak wielkimi umiejętnościami dysponuje.
Napastnik: Cameron Jerome (Birmingham City)
Jerome, czując już na plecach oddech innych napastników Birmingham: Nikoli Žigicia oraza Matta Derbyshire'a, rozegrał wspaniałe zawody w meczu na Reebok Stadium. To właśnie po jego dwóch podaniach padły obie bramki dla "The Blues". Niestety, podopieczni Alexa McLeisha wywalczonej zaliczki nie zdołali utrzymać do końca meczu, tracąc bramki w 70. i 80. minucie.
Trzecia runda spotkań na angielskich boiskach przyniosła kilka niespodziewanych rezultatów. W bardzo dużej mierze przyczyniło się do tego tych jedenastu piłkarzy, których wybrałem do "jedenastki kolejki". Bramkarz: Brad Friedel (Aston Villa) To co amerykański weteran wyczyniał w bramce Aston Villi w spotkaniu przeciwko Evertonowi, przechodzi w znacznej mierze ludzkie pojęcie. Dzięki jego dyspozycji Aston Villi do ostatniego gwizdka sędziego udało się obronić jednobramkową zaliczkę z 9. minuty spotkania i zainkasować przy tym trzy punkty. Prawy obrońca: Luke Young (Aston Villa) Amerykański bramkarz zwycięstwo wybronił, natomiast angielski obrońca trzy oczka zapewnił. To właśnie bramka doświadczonego defensora "The Villans" sprawiła, że mecz Aston Villa - Everton zakończył się zwycięstwem gospodarzy. Young jednak równie dobrze radził sobie w defensywie, nie pozwalając rozwinąć skrzydeł młodemu Marcowi Albrightonowi. Środkowy obrońca: Nemanja Vidić (Manchester United) Bardzo dobre spotkanie Serba w ten weekend. Pewny w defensywie, chętnie wybierał się w pole karne West Hamu przy okazji stałych fragmentów gry. W trakcie całego meczu nie popełnił ani jednego rażącego błędu, koordynując linię defensywną Manchesteru United oraz poczynania jego młodszego kolegi, z którym tworzył parę stoperów - Jonathana Evansa. Środkowy obrońca: John Terry (Chelsea Londyn) Obrońca reprezentacji Anglii zaliczył bardzo dobry mecz przeciwko Stoke City. Na swoim koncie zapisał asystę przy golu Florenta Maloudy. Jego dobra postawa znalazła odzwierciedlenie w grze całej drużyny Chelsea, która pewnie pokonała ekipę "The Potters" 2:0. Lewy obrońca: Daniel Agger (FC Liverpool) Dla Duńczyka był to pierwszy tak ważny mecz w roli lewego obrońcy i trzeba przyznać, że z zadania nałożonego na niego przez managera Roya Hodgsona wywiązał się znakomicie. Agger był nasamowicie pewny w swoich interwencjach, niemal bezbłędny, choć gwoli ścisłości trzeba przyznać, że pomocnicy West Bromwich Albion nie stanowili dla niego większego wyzwania. Mimo to - debiut na pozycji lewego obrońcy Agger miał naprawdę lepiej niż dobry. Prawy pomocnik: Ashley Young (Aston Villa) Young był prawdziwym motorem napędowym swojej drużyny. Większość akcji Aston Villi w niedzielnym spotkaniu rozpoczynała się od tego zawodnika. Kilka razy groźne urwał się obrońcom Evertonu, jednak nie udało mu się pokonać bramkarza "The Toffies". Za swoją postawę w trakcie pełnych 90 minut zasłużył jednak na ten wybór. Środkowy pomocnik: Dickson Etuhu (Fulham) Gol Dicksona Etuhu zapewnił Fulham bardzo ważny punkt na trudnym terenie w Blackpool. Etuhu oprócz tego był bardzo aktywnym zawodnikiem swojej ekipy. Kilka razy groźnie strzelał na bramkę Gilksa, nieźle rozprowadzał piłkę do swoich kolegów, a co najważniejsze - w 86 minucie strzelił wyrównującą bramkę. Środkowy pomocnik: Mikael Essien (Chelsea) Do dobrych występów piłkarza z Ghany, kibice "The Blues" są już raczej przyzwyczajeni. Nie inaczej było i tym razem. Essien rozegrał znakomite zawody, w dużej mierze przyczyniając się do zwycięstwa swojej ekipy. W 84 minucie Essien został zmieniony przez najnowszy nabytek londyńczyków, brazylijczyka Ramiresa. Lewy pomocnik: Nani (Manchester United) Nani z całą pewnością był najbardziej wyróżniającą się postacią meczu Manchester United - west Ham United, a może nawet i całej kolejki. Portugalczyk błyszczał na tle niemrawych zawodników "The Hammers", którzy nie potrafili odebrać mu piłki. Dryblingi Naniego często kończyły się niezwykle groźnymi dośrodkowaniami w pole karne, a jedno z nich, w 69 minucie, skończyło się bramką Dimityra Berbatowa. Sam Nani natomiast, na listę strzelców wpisał się w 49 minucie. Napastnik: Mame Biram Diouf (Blackburn Rovers) Pomimo, że Blackburn swoje spotkanie przeciwko Arsenalowi na własnym stadionie przegrało, to Mame Biram Diouf zaliczał się do wyróżniających zawodników w tym meczu. Wypożyczony z Manchesteru United Diouf jest piłkarzem, którego Blackburn brakowało od czasu odejścia Roque Santa Cruza do Manchesteru City. "Czerwone Diabły" natomiast mogą być niezwykle zadowoleni ze swojego nabytku. Nie dość, że Senegalczyk nabiera ogłady na angielskich boiskach, to już teraz udowadnia jak wielkimi umiejętnościami dysponuje. Napastnik: Cameron Jerome (Birmingham City) Jerome, czując już na plecach oddech innych napastników Birmingham: Nikoli Žigicia oraza Matta Derbyshire'a, rozegrał wspaniałe zawody w meczu na Reebok Stadium. To właśnie po jego dwóch podaniach padły obie bramki dla "The Blues". Niestety, podopieczni Alexa McLeisha wywalczonej zaliczki nie zdołali utrzymać do końca meczu, tracąc bramki w 70. i 80. minucie.
niedziela, 29 sierpnia 2010
Kogucia przypadłość. Tottenham przegrywa z Wigan
Harry Redknapp tym razem ze składem swojej drużyny postanowił nie eksperymentować, dokonując tylko dwóch zmian w podstawowej jedenastce Tottenhamu w porównaniu do wygranego meczu w środku tygodnia przeciwko Young Boys Berno. Na prawej obronie Chorwata, Vedrana Corlukę, zastąpił Younes Kaboul, natomiast kontuzjowanego bramkarza Heurelho Gomesa, zmienił Carlo Cudicini. Dużym zaskoczeniem dla fanów "Kogutów" była z pewnością obecność w składzie od pierwszego gwizdka sędziego Ledleya Kinga, który zazwyczaj nie występuje w dwóch spotkaniach pod rząd, rozgrywanych w krótkim odstępie czasu.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Porażki kształtują charakter
Roberto Martinez to jeden z tych niewielu managerów na Wyspach, którego cenię pomimo słabych wyników, bo wiem, że gdyby tylko piłkarski materiał z jakim przychodzi mu pracować, byłby lepsze jakości, to trener z Hiszpanii potrafiłby uszyć z niego prawdziwe, futbolowe arcydzieło. Niestety dla Martineza na razie musi szlifować swoje trenerskie umiejętności, pracując z drużynami z dolnej półki Premier League. I choć jestem tego pewien, że kiedyś poprowadzi jeszcze wielką drużynę, to na razie musi wraz ze swoją ekipą zbierać niezłe cięgi na początku rozgrywek. W pierwszej kolejce Premiership, Wigan zostało upokorzone przez beniaminka z Blackpool, który pokonał "The Latics" 4:0. W drugiej rundzie rozgrywek natomiast szans drużynie z DW Stadium nie dał Mistrz Anglii, londyńska Chelsea, która pokonała Wigan aż 6:0. Martinez zapewne nie tak wyobrażał sobie początek rozgrywek...
Martinez swoją karierę z menadżerą rozpoczął w Swansea, klubie którego barwy przez trzy lata reprezentował jako zawodnik. Hiszpan już w październiku 2007, kilka tygodni po otrzymaniu nowej posady, wybrany został managerem miesiąca Ligue One po tym, jak jego drużyna odniosła cztery zwycięstwa w czterech kolejnych meczach. Swansea zaczęło grać bardzo ładny futbol, a Martinez kolekcjonował tytuły "manager of the month" - następny pojawił się na jego koncie w styczniu. Pod koniec trzecioligowej kampanii, Martinez został nominowany do nagrody Manager Sezonu, głównie dzięki temu, że razem ze Swansea (co było wtedy ogromnym zaskoczeniem dla fachowców obserwujących angielski rynek) wygrał ligę.
W Championship "The Swans" radzili sobie niemal tak samo dobrze. Co prawda piłkarzy z Liberty Stadium w pierwszym meczu zjadła jeszcze trema, przez co przegrali spotkanie przeciwko Charltonowi, lecz w następnych trzydziestu potyczkach, Swansea odniosła tylko cztery porażki, co jak na beniaminka trzeba przyznać, że wyczynem jest nielada. W miarę rozwoju sytuacji Martinezem zaczęły interesować się coraz to mocniejsze drużyny. Swoją ofertę do Swansea przysłał między innymi szkocki Celtic Glasgow, lecz to Wigan Athletic ostatecznie udało się przekonać Martineza do decyzji o podjęciu pracy w zespole z DW Stadium.
Niestety dla Martineza w Wigan już tak dobrze mu się nie wiedzie. W poprzednim sezonie drużyna straciła aż 79 goli, głównie dzięki wysokim porażkom z Chelsea (8:0) oraz Tottenhamem (9:1). Dla równowagi "The Latics" udało się pokonać na własnym boisku między innymi z Arsenalem czy Liverpoolem, jednak ostatecznie Wigan zakończyło sezon na 16 miejscu.
Przed nowym sezonem Martinez zaczął więc rozglądać się za piłkarzami, którzy mogą wzmocnić jego zespół i usprawnić grę Wigan, szczególnie w formacji obronnej. Do drużyny z DW Stadium dołączyli więc Ali Al Habsi, Antolin Alcaraz, James McArthur, Ronnie Stam, Mauro Boselli, a ostatnio Steven Caldwell. Czy pomogło to Wigan na starcie rozgrywek? Niekoniecznie...
Dwie, fatalne porażki w dwóch pierwszych kolejkach ustawiły podopiecznych Martineza pod ścianą. I o ile przegraną z Mistrzami Anglii można jeszcze przed sezonem wliczyć w koszta, o tyle pogrom, jaki sprawił Wigan beniaminek, jest już wynikiem niesamowicie zaskakującym. Co więc dzieje się z Martinezem, który przebojem miał zawojować Premier League? Jak już wspomniałem na początku, Wigan nie jest drużyną, której skład pozwala na myślenie o wyższym miejscu już od 10 w dół. Pierwsze 20-30 minut spotkania przeciwko Chelsea udowodniło, że Martinez potrafi ustawić odpowiednio swój zespół. W drugiej połowie coś jednak pękło. Gra przestała się układać, czego efektem aż pięć bramek straconych po zmianie stron.
W następnej kolejce Wigan wybiera się na White Hart Lane, gdzie w listopadzie ubiegłego roku poniosło haniebną porażkę z Tottenhamem. Jak będzie tym razem? Jeśli mam być szczery nie wróżę Wigan na razie nic dobrego. Nie tylko dlatego, że emocjonalnie łączy mnie niesamowicie wielka więź z drużyną z północnego Londynu. Jest też inny powód.
Martinez, tak jak wielkim trenerem dla mnie jest, tak nie umie ustawić swojej drużyny w spotkaniach wyjazdowych. Udowodnił to w Swansea, udowadnia to też w Wigan. Jeśli uda mu się zlikwidować i tę wadę, nie będę widział żadnych przeciwskazań, by w perspektywie kilku lat zajął miejsce Redknappa na ławce trenerskiej Tottenhamu. Na razie jednak niech się uczy. Srogie lekcje z pewnością mu się przydadzą. Na razie cierpi na tym Wigan, ale jestem przekonany, że pod wodzą Martineza i ten klub się jeszcze na kimś odkuje. Być może już na Tottenhamie?
Roberto Martinez to jeden z tych niewielu managerów na Wyspach, których cenię pomimo słabych wyników, bo wiem, że gdyby tylko piłkarski materiał z jakim przychodzi mu pracować, byłby lepszej jakości, to trener rodem z Hiszpanii potrafiłby uszyć z niego prawdziwe, futbolowe arcydzieło. Niestety dla Martineza na razie musi szlifować swoje trenerskie umiejętności, pracując z drużynami z dolnej półki Premier League. I choć jestem tego pewien, że kiedyś poprowadzi jeszcze wielką drużynę, to na chwilę obecną musi wraz ze swoją ekipą zbierać niezłe cięgi na początku rozgrywek. W pierwszej kolejce Premiership, Wigan zostało upokorzone przez beniaminka z Blackpool, który pokonał "The Latics" 4:0. W drugiej rundzie rozgrywek natomiast szans drużynie z DW Stadium nie dał Mistrz Anglii, londyńska Chelsea, która pokonała Wigan aż 6:0. Martinez zapewne nie tak wyobrażał sobie początek rozgrywek... Martinez swoją karierę z menadżerką rozpoczął w Swansea, klubie którego barwy przez trzy lata reprezentował jako zawodnik. Hiszpan już w październiku 2007, kilka tygodni po otrzymaniu nowej posady, wybrany został managerem miesiąca Ligue One po tym, jak jego drużyna odniosła cztery zwycięstwa w czterech kolejnych meczach. Swansea zaczęło grać bardzo ładny futbol, a Martinez kolekcjonował tytuły "manager of the month" - następny pojawił się na jego koncie w styczniu. Pod koniec trzecioligowej kampanii, Martinez został nominowany do nagrody Manager Sezonu, głównie dzięki temu, że razem ze Swansea (co było wtedy ogromnym zaskoczeniem dla fachowców obserwujących angielski rynek) wygrał ligę. W Championship "The Swans" radzili sobie niemal tak samo dobrze. Co prawda piłkarzy z Liberty Stadium w pierwszym meczu zjadła jeszcze trema, przez co przegrali spotkanie przeciwko Charltonowi, lecz w następnych trzydziestu potyczkach, Swansea odniosła tylko cztery porażki, co jak na beniaminka trzeba przyznać, że wyczynem jest nielada. W miarę rozwoju sytuacji Martinezem zaczęły interesować się coraz to mocniejsze drużyny. Swoją ofertę do Swansea przysłał między innymi szkocki Celtic Glasgow, lecz to Wigan Athletic ostatecznie udało się przekonać Martineza do decyzji o podjęciu pracy w zespole z DW Stadium. Niestety dla Martineza w Wigan już tak dobrze mu się nie wiedzie. W poprzednim sezonie drużyna straciła aż 79 goli, głównie dzięki wysokim porażkom z Chelsea (8:0) oraz Tottenhamem (9:1). Dla równowagi "The Latics" udało się pokonać na własnym boisku między innymi z Arsenalem czy Liverpoolem, jednak ostatecznie Wigan zakończyło sezon na 16 miejscu. Przed nowym sezonem Martinez zaczął więc rozglądać się za piłkarzami, którzy mogą wzmocnić jego zespół i usprawnić grę Wigan, szczególnie w formacji obronnej. Do drużyny z DW Stadium dołączyli więc Ali Al Habsi, Antolin Alcaraz, James McArthur, Ronnie Stam, Mauro Boselli, a ostatnio Steven Caldwell. Czy pomogło to Wigan na starcie rozgrywek? Niekoniecznie... Dwie, fatalne porażki w dwóch pierwszych kolejkach ustawiły podopiecznych Martineza pod ścianą. I o ile przegraną z Mistrzami Anglii można jeszcze przed sezonem wliczyć w koszta, o tyle pogrom, jaki sprawił Wigan beniaminek, jest już wynikiem niesamowicie zaskakującym. Co więc dzieje się z Martinezem, który przebojem miał zawojować Premier League? Jak już wspomniałem na początku, Wigan nie jest drużyną, której skład pozwala na myślenie o wyższym miejscu już od 10 w dół. Pierwsze 20-30 minut spotkania przeciwko Chelsea udowodniło, że Martinez potrafi ustawić odpowiednio swój zespół. W drugiej połowie coś jednak pękło. Gra przestała się układać, czego efektem aż pięć bramek straconych po zmianie stron. W następnej kolejce Wigan wybiera się na White Hart Lane, gdzie w listopadzie ubiegłego roku poniosło haniebną porażkę z Tottenhamem. Jak będzie tym razem? Jeśli mam być szczery nie wróżę Wigan na razie nic dobrego. Nie tylko dlatego, że emocjonalnie łączy mnie niesamowicie wielka więź z drużyną z północnego Londynu. Jest też inny powód. Martinez, tak jak wielkim trenerem dla mnie jest, tak nie umie ustawić swojej drużyny w spotkaniach wyjazdowych. Udowodnił to w Swansea, udowadnia to też w Wigan. Jeśli uda mu się zlikwidować i tę wadę, nie będę widział żadnych przeciwskazań, by w perspektywie kilku lat zajął miejsce Redknappa na ławce trenerskiej Tottenhamu. Na razie jednak niech się uczy. Srogie lekcje z pewnością mu się przydadzą. Teraz cierpi na tym Wigan, ale jestem przekonany, że pod wodzą Martineza i ten klub się jeszcze na kimś odkuje. Być może już na Tottenhamie?
sobota, 21 sierpnia 2010
Niesamowity fart na Britannia Stadium. Szczęśliwe zwycięstwo Tottenhamu
Wielu z nas spodziewało się właśnie takiego "widowiska". Tottenhamowi udało się ostatecznie wymęczyć zwycięstwo na Britannia Stadium w spotkaniu przeciwko Stoke City. Dwie bramki Garetha Bale pozwoliły ekipie z White Hart Lane zapisać sobie pierwsze w nowym sezonie trzy punkty za zwycięstwo. Zwycięstwo, co tu dużo mówić, niezwykle szczęśliwe. Bo to szczęście właśnie jest kluczowym słowem jeśli chodzi o dzisiejszy pojedynek. |
Ostatnie wpisy
Paweł Raczek - dziennikarz amator, pisarz entuzjasta. Od 2004 roku związany emocjonalnie z Tottenhamem Hotspur, któremu to klubowi oddał serce, nerki, płuca, wątrobę i wszystkie inne narządy, które oddać można. Student socjologii na Uniwersytecie Medycznym, a także redaktor na stronach: spursmania.org, duzeka.pl i nicesport.pl. Od kilku miesięcy, z przerwą, prowadzi swój blog piłkarski, na którym to wylewa sportową żółć, krytykując to, co tylko skrytykować się da. Przecież szalenie niesprawiedliwa jest ta nasza piłka... | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||